<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Niespodzianka"> 
<author_1=Maria Zientarowa>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="6">
<date=1954-06-27>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
 My mamy dla taty niespodziank  powiedzieli chrem.
 Dwie niespodzianki  doda Janek szybko.  Ciocia Andzia przyjechaa i niech tata spojrzy na oknie u siebie w pokoju.
 Jak ty mwisz po polsku?  chcia wiedzie ojciec Janka.
 Jak?  zdziwi si Janek  zwyczajnie, jak wszyscy. Niech tata ju zobaczy, co tam jest.
Na parapecie okiennym staa miseczka z wod, w ktrej byy jakie ciemne plamy.
 No?  spyta Andrzej z zapartym tchem.  Mymy je znaleli nad Wis, a jutro zaniesiemy je do Przedszkola, do akwarium. To si pani ucieszy! Mama kazaa to tu postawi, bo mwi, e my si bdziemy nimi ca noc bawili. Czy to prawda e dzicy ludzie to jedz?
 Co to jest?  przerazi si ojciec Janka.
 limaki, limaki. Tata nie widzi?
 A gdzie ciocia Andzia?
 Wysza z mam do sklepu. Dzwoni do niej jeden pan, ale Janek z nim rozmawia.
 Powiedziaem mu o limakach  doda Janek.
 A Lejek?
 Lejek poszed z nimi.
 To my jestemy sami?  zdenerwowa si ojciec Janka.  A ja jestem godny.
 Moe tata sprbuje ugotowa limaki. Ciocia Andzia mwi, e w jednym takim kraju gdzie nie ma co je to nawet od nas samolotami sprowadzaj.
 Idcie do siebie i zagrajcie w Piotra Bumelanta, a ja zaraz przyjd.
Ojciec Janka poszed do kuchni, a Andrzej i Janek pobiegli do siebie.
 Tata moe zje moj kolacj  zawoa Janek  bo ja nie jestem godny. Bardzo dobry chleb z szynk. Niech tata zje.
 Niech tata zje, mama si ucieszy, bo mymy obiecali  doda Andrzej.
 Tylko, e nie moemy, bo nam ciocia Andzia daa chaw.
 No, dobrze, dobrze, uciekajcie. Ja zaraz przyjd.
 Tylko niech tata Lejkowi nie zje zupy, bo on bdzie bardzo zy.
Po chwili Janek wbieg do kuchni.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
